BLOG · WYSOKIE WIBRACJE

MUSZĘ vs. MOGĘ

Nic nie muszę.

Słuchać tego, jak ktoś źle mówi o ludziach, których w ogóle nie zna, a zaraz po tym każe swojemu dziecku usiąść w pierwszym rzędzie w kościele – nie muszę.

Nie muszę się godzić na dawanie drugiej szansy, bo limit moich drugich szans zachowuję dla ludzi, którzy naprawdę cenią naszą relację i nie często zdarza się im coś naprawdę mocno spieprzyć. A gdy już coś spieprzą, to ich „przepraszam” jest naprawdę.

Nie muszę podpisać z kimś umowy tylko dlatego, że chce mi zapłacić. Mam wybór z kim pracuję i zdecydowanie nie są to ludzie bez stabilnego kręgosłupa moralnego.

Nie muszę przekonywać kogoś na siłę o tym, że rozwój świadomości jest ważny, bo rozumiem, że ten etap jest czyimś etapem i jeśli ten etap polega tylko na udostępnianiu mądrych cytatów – bez stosowania przesłań z nich płynących, na sobie – to nadal nie mój etap i nic mi do niego. Życzę takim ludziom dobrze i dalej idę robić swoje.

Nie muszę pozwalać na przekraczanie granic mojej prywatności przez wścibskich ludzi i odpowiadać na wszystkie pytania, bo już dawno wyrosłam ze spowiadania się o tym, gdzie jestem, z kim i co robię. Nie plotkuję i nie muszę być źródłem plotek.

Nie muszę udowadniać, kto ma rację, bo nie walczę z nikim innym, niż moje własne ambicje. A w związku z tym nie muszę też tolerować szantażu emocjonalnego wobec mnie, ponieważ nie robi on na mnie żadnego wrażenia. Dojrzałam do zarządzania swoimi emocjami i nie muszę brać na siebie cudzych. To, co Twoje zostawiam Tobie.

Nie muszę iść w sobotę na imprezę i zalać się w cztery dupy – tylko dlatego, że ludzie w moim wieku tak robią i jak nie pójdę, to uznasz mnie za drętwą. Najlepsza impreza to ta, na której są ludzie, których uwielbiam i z którymi rozumiemy się na tyle, że nikt nikogo nie zmusza do imprezowania.

Nie muszę wstawać wcześnie rano dlatego, że wypada ogarnąć się w poniedziałek i ostro wziąć do roboty. Wybrałam robić na swoim i na swoje – właśnie po to, aby poniedziałek był dla mnie jednym z lepszych dni w tygodniu.

Nie muszę słuchać po raz kolejny czyjegoś narzekania na życie, po tym gdy już dostał ode mnie na tacy gotowe rozwiązania i nie ruszył tyłka, aby wdrożyć choć jedno z nich. Bo wiem, że ktoś inny chętnie zapłaci za te rozwiązania, aby uczynić swoje – i jeszcze kilka innych żyć przy okazji – lepszym.

Nie muszę iść na marsz, bo wybrałam nie zasilać niczego, co zawiera złą intencję – moją własną, bardzo cenną energią.

Nie muszę kontynuować wspierania kogoś biznesowo, jeśli ten ktoś nie ruszył palcem przez pół roku, a potem próbuje usprawiedliwić sobie swoje lenistwo przerzucaniem odpowiedzialności za brak efektów na mnie. Już się wyleczyłam z brania odpowiedzialności na siebie za decyzje innych, dorosłych przecież ludzi.

Nie muszę wierzyć w to, co wierzą inni dlatego, że tak mnie wychowano. Źródło mojej wiary jest we mnie i najbardziej wierzę tylko w siebie. Gdy się modlę, modlę się do siebie o znalezienie wystarczającej odwagi w stawieniu czoła przeciwnościom. I do moich duchowych przewodników, aby mnie na tę odwagę nakierowali.

Nie muszę i nie będę brała do siebie czyjeś opinii na mój temat, bo dojrzałam do oceniania swoich wyborów i zachowań na bazie swoich – dobrze poukładanych wartości. Wiem też, że cudza opinia to czyjś sposób na odwrócenie uwagi od tego, czego nie chce przepracować u siebie.

Wszystko mogę.

Mogę wybierać ludzi, którymi się otaczam, bo wiem jak duży ma to wpływ na moją energię życiową i rozwój.

Mogę wybierać ludzi, z którymi współpracuję, bo wiem, jak dużo mogę wnieść w życie tych, którzy wiele od siebie wymagają.

Mogę wybierać, kiedy pracuję, a kiedy mam wolne, bo wiem, że zachowanie równowagi wpływa na moją kreatywność i chęć działania.

Mogę zdecydować świadomie o tym, co jem, bo rozumiem jak to służy mojemu ciału.

Mogę wierzyć w to, co daje mi siłę, bo poświęciłam wystarczająco dużo czasu na poznanie siebie i odczucie tego, co rezonuje ze mną najsilniej.

Mogę powiedzieć „NIE” temu, co nie wpisuje się w moje wartości, wizję i aktualny stan ducha, zwłaszcza jeśli miałoby to coś za długo na moim niebie latać nieproszone.

Mogę płakać, kiedy czuję i śmiać się, kiedy mam na to ochotę, bo wiem jak ważne jest uwalnianie emocji.

Co Ty możesz? Czego nie musisz?

Zostaw komentarz

Podziel się swoją refleksją po tym odcinku.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *